piątek, 17 czerwca 2016

Jak chcę wychować syna ?!


Pewne jest, że do prawidłowego rozwoju dziecka potrzeba obojga rodziców. Oczywiście na pewno możliwe jest bardzo dobre wychowanie dziecka samemu, ale jest to o wiele bardziej skomplikowane i nie o tym ten wpis.

W wychowaniu chłopca role rodziców wydają się naturalnie rozdzielone: do matki należy otaczanie miłością i uczenie wrażliwości, a do ojca dyscyplina i wprowadzanie w męski świat. Dopóki nasz synek się nie urodził wydawało mi się, że te role u nas będą odwrócone. To znaczy, że u nas ja-mama będę bardziej wymagającym i ostrzejszym rodzicem, a tata będzie od zabawy i rozpieszczania. Zawsze zależało mi na dyscyplinie, konsekwencji i wpajaniu ambicji, wydawało mi się też, że od samego początku nie można dziecka rozpieszczać. Co to dla mnie miało znaczyć? Nie biegać do dziecka, gdy tylko zapłacze, nie nosić na rękach, nie bujać, bo przyzwyczaję itd. Co do kolejnych etapów tez oczywiście miałam jakieś założenia, ale poprzestanę na tym, bo … no właśnie, bo mogę sobie to wszystko już między bajki włożyć.


Całe życie marzyłam o byciu mamą i wiedziałam, że ta rola przypadnie mi do gustu, ale nie mogłam mieć przecież pojęcia, co się ze mną stanie jak już będę miała na rękach swojego maluszka.


Otóż zmieniło się wszystko. Oczywiście nadal chcę dobrego wychowania, dyscypliny i wpojenia ambicji mojemu synkowi, ale z przyjemnością podzielę się tą rolą z tatą, którego teraz już o dziwo w niej widzę (i on siebie chyba też), a sama zajmę się typowym matkowaniem przepełnionym troską i miłością. Na razie o wychowywaniu mowy być nie może (ma dopiero 5 miesięcy ;) ), ale wierzę, że otaczanie mojego małego mężczyzny miłością zaprocentuje na przyszłość. Zatem przytulam, noszę, bujam i nie martwię się, że tym rozpieszczę, wręcz przeciwnie, uważam, że teraz to najlepsze, co mogę dla niego zrobić, co czasami wymaga  dużej wiary w swoją intuicję przy częstej dezaprobacie otoczenia i dużej siły fizycznej, bo słodki ciężar coraz większy, a dziecię czasem dosyć wymagające ;)


Na tym etapie to wystarcza, ale coraz częściej patrzę w przyszłość i myślę co i w jaki sposób chciałabym osiągnąć przy wychowywaniu mojego chłopca na dorosłego, spełnionego i szczęśliwego mężczyznę. W tym celu stworzyłam listę cech, które chciałabym wpoić mojej latorośli.


Wiele z Was może wydawać się kontrowersyjne tworzenie takiej listy, bo przecież w macierzyństwie nie chodzi o to, żeby wychować dziecko tak, żeby spełniało nasze wymagania. Nie chodzi mi o to. Nie znajdziecie tutaj tekstu o tym jak wychować milionera, czy o tym jak chcę sprawić, żeby mój syn został neurochirurgiem, muzykiem, żeby podzielał moje pasje czy słuchał określonego rodzaju muzyki. Cechy, które znajdują się na tej liście są według mnie potrzebne do szczęścia i spełnienia w życiu i niczego nie mają narzucać, mają tworzyć jedynie kierunek w życiu, zbudować kręgosłup moralny i przekazać pewne wartości, które chciałabym, aby mu w życiu towarzyszyły. Zatem, ad rem!

 Czego chcę nauczyć mojego synka?


1.Ambicji - jest to cecha, którą bardzo sobie cenię w ludziach i dlatego oczywiście chciałabym, żeby posiadał ją mój syn. Nie chodzi mi tutaj ani o chorą ambicję ani o chęć bycia lepszym od kogoś innego, ale o chęć samodoskonalenia. Chodzi o to, aby nie robić nic na siłę, żeby motywacją nie była jedynie chęć bycia lepszym od innych, ale robienie tego co się umie, najlepiej jak się potrafi nawet bez otrzymywania z tego wymiernych korzyści, a jedynie dla własnej satysfakcji.

2.Umiejętności wyrażania swojego zdanie i szacunku wobec zdania innych zależy mi, żeby mój syn miał swoje zdanie, potrafił i nie bał się go wyrażać. Myślę, że najłatwiej wypracować to poprzez wspólne rozmowy i dyskusje, na początku chociażby o wrażeniach po obejrzanej bajce, czy przeczytanej książce, co może być nie tylko okazją do wymiany poglądów, ale także właśnie nauką wyrażania swoich i wysłuchiwania odmiennych opinii.

3.Szacunku do kobietna tym zależy mi szczególnie myśląc o swoim dziecku jako o przedstawicielu płci męskiej. Trochę przeraża mnie to, co można zaobserwować w tych czasach i pewne jest, że szacunku tego nie nabędzie z obserwacji otoczenia. Mam zamiar być mamą, która uczy syna dbania o swoją kobietę, nawet takich błahych gestów jak otwierania drzwi, kupowania kwiatów, prawienia komplementów, wyrozumiałości itp. Dużą rolę na pewno odegra tutaj tata, ale i ja chciałabym, żeby doceniał rolę kobiety także jako partnera w życiu, przyjaciółki, a później matki jego dzieci. Można by powiedzieć w skrócie: idealna teściowa :D

4. Tolerancji wobec odmienności - „ Tolerancja musi być nietolerancyjna wobec nietolerancji” Immanuel Kant. To motto przyświecało mi od zawsze, nie wiedząc nawet, że nie ja jestem jego autorką ;) Wydaje mi się, że dalszy komentarz jest zbędny.

5. Samodzielności to nie oznacza, że nie mam zamiaru mu pomagać czy wychowywać go na zasadzie „radź sobie sam”. Wręcz przeciwnie chciałabym, żeby mój synek wiedział, że może na mnie i na jego bliskich zawsze liczyć, ale nie wykorzystywał tego bez powodu i starał się w miarę możliwości radzić sobie w życiu samodzielnie.

6. Wrażliwości i niech nikt mi nie mówi, że to cecha niemęska. Nie myślę tutaj jedynie o wylewaniu łez, choć także nigdy nie mam zamiaru rzucać tekstami typu: chłopaki nie płaczą, bo okazywanie emocji jest ważne bez względu na płeć. Myślę tu właściwie o dwóch rodzajach wrażliwości: takiej wobec ludzi, czy zwierząt, ale i wrażliwości na piękno świata, docenianie uroków nawet w czasem błahych rzeczach. Myślę, że do tego potrzeba czasu, bo sama do tego rodzaju wrażliwości musiałam dojrzeć. A może wręcz przeciwnie, może trzeba w sobie zatrzymać cząstkę dziecka, bo przecież nikt tak jak dzieci nie potrafi cieszyć się i zachwycać wszystkim dookoła...

7. Umiejętności kochania i okazywania uczućniby proste, a jednak wielu mężczyzn ma z tym problem. Wydaje mi się, że nie można nauczyć sposobu okazywania uczuć, bo to kwestia indywidualna, ale można nauczyć potrzeby ich wyrażania i zrozumienia tego, jakie to jest ważne przy budowaniu bliskich relacji.

8.Pewności siebie – myślę o zdrowej pewności siebie, nie o byciu zarozumiałym. Chodzi mi o wiarę w siebie i we własne umiejętności, o to, że „ja też mogę jak inni”, o to, że wszystko jest możliwe, o odwagę w działaniu, nawet jakby miało się nie udać. To chyba cecha, której mnie samej do pewnego czasu brakowało i nadal czasem brakuje, a której często zazdrościłam innym. W pewnym momencie trafiłam jednak na ludzi, którzy bardzo szybko odbudowali, a może nawet dopiero zbudowali moją pewność siebie w bardzo prosty sposób, dlatego teraz ja będę starała się to samo przekazać mojemu synkowi.

9.Postępowania według wytyczonych zasad to wydaje się szczególnie ważne już od najmłodszych lat i szczególnie wymagające konsekwencji od nas - rodziców. Taka umiejętność pomaga później wchodząc w dorosłe życie uniknąć rozczarowań i zrozumieć, że nie wszystko musi być po naszej myśli i nie w każdej sytuacji możemy robić to, co byśmy chcieli.

10.Szacunku do siebie samegouważam bowiem, że aby zasłużyć na szacunek innych trzeba najpierw szanować samego siebie: nie dać sobą manipulować, nie dać sobie wmówić, że jest się gorszym od innych itp.

To na tyle, jeśli chodzi o najważniejsze kwestie. O każdej z tych cech można by stworzyć osobny wpis mówiący o tym dlaczego i jak chciałabym to wszystko osiągnąć. Myślę jednak, że ogólnie rzecz ujmując potrzeba do tego miłości, cierpliwości, wielu rozmów i przede wszystkim dawania dobrego przykładu, czego sobie i Wam życzę ;)

niedziela, 1 maja 2016

Matka w internetach, czyli Matka Polka vs Matka luzaczka

    Myślę, że można zaryzykować stwierdzenie, że bycie matką w dzisiejszych czasach jest na topie. Zaczynając od celebrytek i gwiazd o których media przypominają sobie, gdy tylko te zajdą w ciążę, przez wszelakie fora internetowe, grupy, które powstają na facebooku jak grzyby po deszczu no i wreszcie na blogach kończąc. O ile wśród celebrytek kwestia macierzyństwa kręci się zazwyczaj wokół utrzymania figury i zostania sexy mamą, o tyle wśród "zwykłych" mam - zjadaczek chleba mowa jest o sposobie podejścia do wychowania i macierzyństwa jako takiego. Z jednej strony są matki tworzące pieśni pochwalne na rzecz macierzyństwa: jak to wszystko jest piękne i cudowne, zachwyt zachwytem pogania i zero narzekania i przyznania się do błędu, bo broń boże zaburzy to ich wizerunek jako matki polki, którą jest i będzie choćby się waliło i paliło. Drugie - i ten trend wydaje mi się coraz bardziej popularny- to matki luzaczki. Wręcz chwalą się swoimi błędami, luźnym podejściem do czasem wcale niebłahych problemów i czasem przedstawiają macierzyństwo jako serię niefortunnych zdarzeń.

I co ja o tym myślę? No cóż, myślę, że to wspaniale!

Nie wyobrażam sobie wyłącznie czytania elaboratów zawierających same zachwyty i ochy i achy, bo po pierwsze by mnie za przeproszeniem zemdliło, a po drugie mogłoby wprowadzić przyszłe mamy w błąd, bo owszem macierzyństwo jest wspaniałe, ale mimo szczerych chęci i pozytywnego nastawienia nie da się ominąć dołków, błędów, zabrudzonych ubrań przez wszelakie wydzieliny naszego potomstwa, nieprzespanych nocy, płaczu (nie tylko w wykonaniu swojego dziecka) i wielu innych przygód, które, co prawda nie są końcem świata, ale lekko zaburzają ten idealny obraz macierzyństwa. I ja trochę przyznam byłam zdołowana, gdy widziałam jak matki na instagramie wrzucają codziennie zdjęcia swojego ekstra zadowolonego lub po prostu zwyczajnie śpiącego maluszka, a same w makijażu (sic!) i normalnie ubrane robią sobie selfiaka w lustrze. Ja przez pierwszy miesiąc nie wyszłam z piżamy, o makijażu nawet nie pomyślałam, wyjście do sklepu (który mama dosłownie pod nosem) było dla mnie wyprawą, a to wszystko dlatego, że moje dziecko najchętniej 24/h wisiałoby przy cycu (i tak właściwie się działo), miało problemy z brzuszkiem i cały czas płakało, a gdy tylko udało się go uśpić w łóżeczku to ani myślałam, żeby robić mu zdjęcia, tylko na paluszkach czmychałam z pokoju modląc się, żeby mój oddech go nie obudził. I myślałam, że coś jest ze mną nie tak, że już mam chwilę zwątpienia i brak cierpliwości podczas gdy one wszystkie takie piękne i zadowolone.


    Z drugiej strony nie wyobrażam sobie też czytać jedynie żartobliwego podejścia do macierzyństwa, bo choć to fajne i pomaga wyluzować i spojrzeć z przymrużeniem oka na sytuacje, na które i tak nie mamy wpływu to brakuje wśród nich czasem choć chwili wzruszenia nad pięknymi momentami, które przecież też są nieodłącznym elementem macierzyństwa. Poza tym pomimo, że nie można zatracić się w macierzyństwie całkowicie i stać się jedynie kurą domową i matką, to nie można zapominać, że jesteśmy dla tych dzieci całym światem i że teraz ich potrzeby są priorytetem. Są też momenty, w których po prostu do śmiechu nam nie jest, a przynajmniej nie powinno.

    I dlatego proszę Państwa chciałabym, żeby niniejszy blog nie reprezentował żadnego z tych skrajnych stanowisk, a był relacją z życia człowieko-matki z krwi i kości: z górami i dołkami, z chwilami płaczu ze wzruszenia i z bezsilności, z radościami i smutkami. Trochę zatem, jeśli pozwolicie, Wam się tutaj pochwalę, trochę sobie ponarzekam, trochę się pośmieje i pozachwycam,  a i pewnie odrobinę pożalę, a co! ;)

sobota, 23 kwietnia 2016

Codzienny spacer nie musi być nudny !

   Pogoda dzisiaj nas nie rozpieszczała, normalnie człowiek nosa by z domu nie wystawił, ale... No właśnie, ale ma dziecko i spacer to już po prostu obowiązek, bo dotlenia, bo hartuje, reguluje rytm dnia etc. Więc, gdy deszcz zacina nam prosto w twarz, a powiedzenie iść pod wiatr nabiera nowego sensu przypominamy sobie te wszystkie zalety spaceru i ruszamy z podniesioną głową i zapałem, aby wypełnić tę misję! ;)
   Ale nawet, gdy pogoda jest sprzyjająca to mamy wrażenie, że nasza okolica nie ma już przed nami żadnych tajemnic i spacer staje się coraz bardziej monotonny. Zatem, aby urozmaicić sobie ten codzienny rytuał postanowiliśmy dzisiaj zabrać ze sobą aparat i spojrzeć na okolicę z innej perspektywy. I wiecie co? Okazało się, że mamy z tego niezłą frajdę i jest wiele miejsc, zakątków, detali na które nigdy wcześniej nie zwróciliśmy uwagi. Sami zobaczcie!














czwartek, 21 kwietnia 2016

Wyprawka dla noworodka, czyli shopping życia cz.II

Tak jak zapowiadałam w tej części wpisu przedstawię listę rzeczy potrzebnych dla naszego maluszka i dla mamy. Aby usystematyzować tę listę podzieliłam ją na kilka podkategorii. Mam nadzieję, że okaże się ona pomocna :)


Ubranka:
Przy wyborze ubranek warto zadbać, aby były wykonane z bawełny, najlepiej ekologicznej. Jest to szczególnie ważne na początku, gdyż skóra noworodka jest wyjątkowo wrażliwa. Dobrze, żeby były to też ubranka mało kolorowe, barwniki w ubrankach powodują czasem wysypkę u dzieci. 
Ponadto warto zwrócić uwagę w jaki sposób się ubranko zapina / zakłada. Ja przyznam, że kierowałam się głównie wyglądem w efekcie czego nawet położna miała problem z założeniem pierwszego ubranka :P

  • co najmniej 5 kompletów ubranek w rozmiarze 56, kilka w rozmiarze 62 - jest to rozmiar który najczęściej kupują później goście, dlatego warto wstrzymać się z kupnem większej ilości
    (o kompletach ubranek pisałam we wcześniejszym wpisie)
  • becik/rożek
  • 2-3 pary rękawiczek niedrapek
  • 3 czapeczki bawełniane ( do założenia po kąpieli)
  • 3 pary skarpetek
  • zimą przyda się jeszcze kombinezon 
  • czapka na dwór
  • 3-5 pieluszek tetrowych
  • 3-5 pieluszek flanelowych


Kąpiel i higiena:
  • wanienka (ja od razu zakupiłam wanienkę większych rozmiarów, aby starczyła na dłużej)
  • 2-3 ręczniki kąpielowe z kapturkiem (najlepiej od razu większe)
  • bezpieczne nożyczki do paznokci dla niemowląt
  • szczotka do włosów z naturalnego włosia
  • octanisept (m.in. do pielęgnacji kikuta pępowinowego)
  • sterylne gaziki
  • płatki kosmetyczne
  • patyczki dla niemowląt
  • sól fizjologiczna ( np. do oczyszczania noska, przemywania oczu)
  • aspirator do noska (np. katarek)
  • przewijak na komodę lub na łóżeczko
  • podkłady do przewijania
  • pieluszki 
  • chusteczki nawilżane / duże płatki kosmetyczne do przemywania pupki
  • krem do pielęgnacji pupki (np. Penaten)
  • płyn do kąpieli (np. Emolium)
  • krem ochronny na zimę albo na lato (warto posmarować już przy wyjściu ze szpitala)
  • oliwka dla niemowląt
  • proszek do prania ubranek dla niemowląt np. Jelp, choć na pierwszy miesiąc proponuję zakup płatków mydlanych, gdyż skóra w tym okresie jest wyjątkowo podatna na podrażnienia i uczulenia
  • termometr do pomiaru temperatury ciała ( dla niemowląt sprawdza się termometr z pomiarem w uchu lub na czole)

Do spania:
  • Łóżeczko
  • Materacyk do łóżeczka
  • Kołderka bądź śpiworek do spania
  • Prześcieradło

Poza domem:
  • wózek spacerowy
  • torba do wózka
  • fotelik samochodowy
  • kocyk (najlepiej jeden grubszy, jeden cieńszy - przydają się nie tylko podczas spacerów)

Inne przydatne akcesoria:

  • ochraniacz do łóżeczka
  • niania elektroniczna
  • monitor oddechu
  • termometr do wody
  • poduszka do karmienia
  • stojak na wanienkę
  • smoczek
  • butelka
  • laktator
  • sterylizator
  • podgrzewacz do butelek

Do szpitala należy spakować:

Dla dziecka:

  • octanisept
  • płyn do mycia dziecka
  • oliwkę
  • ubranka 
  • pieluszki jednorazowe
  • chusteczki nawilżane
  • pieluchy tetrowe i flanelowe
  • ręcznik dla dziecka

Dla mamy do porodu i na okres poporodowy:
  • wkładki laktacyjne
  • 2 biustonosze do karmienia
  • 2-3 rozpinane koszule do karmienia
  • szlafrok
  • majtki jednorazowe (najlepiej siateczkowe, są elastyczne i dużo wygodniejsze niż fizelinowe)
  • kapcie, klapki pod prysznic
  • przybory toaletowe ( oprócz podstawowych przyborów proponuję zakup chusteczek do higieny intymnej, chusteczek odświeżających i żelu antybakteryjnego)
  • ręcznik
  • podpaski poporodowe
  • podkłady wysokochłonne, najlepiej duże 90x60
  • karta ciąży
  • dowód osobisty
  • ostatnie badania
  • jeśli mąż/ partner będzie towarzyszył przy porodzie potrzebne jest ubranko do porodu oraz klapki
  • ewentualnie poduszkę poporodową przydatną w przypadku cięcia krocza

Listę rzeczy niezbędnych do szpitala stworzyłam na podstawie swojego doświadczenia, lista ta może być modyfikowana ze względu na wymagania danego szpitala.


niedziela, 17 kwietnia 2016

Wyprawka dla noworodka, czyli shopping życia cz.I

    Uwielbiasz zakupy? Nie wyobrażasz sobie miesiąca bez nowego ciuszka? Mam dla Ciebie dobrą wiadomość: to się po porodzie nie zmieni! Naprawdę! Zmieni się tylko osoba, dla której te zakupy będziesz robiła :) Ale spokojnie satysfakcja z zakupów jest podobna, a nawet jeszcze większa.

    Wpis dotyczący wyprawki musiał się u mnie znaleźć. Jeśli nikt inny z niego nie skorzysta to ja przy następnym dziecku na pewno. Przed kompletowaniem wyprawki informacji szukałam wszędzie i ciągle mi ich było mało. Listę rzeczy do zakupienia dostajemy już nawet w sklepach dla dzieci, ale nie zawsze są to rzeczy niezbędne. Poza tym przy kompletowaniu rodzi się wiele pytań związanych zarówno z samymi zakupami jak i z pakowaniem torby do szpitala. Dlatego tekst ten podzieliłam na dwie części. Pierwszą część stanowią odpowiedzi na najbardziej nurtujące pytania dotyczące wyprawki, w drugiej części przedstawię listę rzeczy niezbędnych dla naszego maluszka i dla nas. Zaczynamy!

Kiedy zacząć kompletować wyprawkę?
Tutaj chyba nie ma jednoznacznej odpowiedzi, wszystko zależy od finansów i ... charakteru mamy. Finansowo najłatwiej rozłożyć sobie zakupy w czasie. Ja moje zakupy zaczęłam już prawie 5 miesięcy przed terminem. Nie wynikało to jednak z konieczności ich wykonania, a z nieodpartej pokusy zakupienia pierwszych ubranek dla maluszka :) Wszak czekałam na ten moment bardzo długo wzdychając za każdym razem, gdy przechodziłam obok działu dziecięcego. Z innych powodów wydaje mi się, że wystarczy zakupy rozpocząć 3 miesiące wcześniej. Oczywiście, można je zrobić nawet w ostatnim miesiącu, ale ja czułam się spokojniejsza wiedząc, że przynajmniej najważniejsze rzeczy mam już zakupione z wyprzedzeniem.

Jaki rozmiar ubranek kupić na początek?
To chyba jedno z częściej zadawanych pytań przez przyszłe mamy. Sama miałam ten problem i odpowiedzi szukałam na różnych forach. Często sugerowano, aby kierować się wielkością maluszka wg. usg i wtedy jeśli zapowiada się dziecko niewielkie lub standardowych rozmiarów zakupić rozmiar 56, jeśli duże - 62. U mnie usg wskazywało, że dziecko nie będzie należało do najmniejszych i takie też się okazało. Pomimo to , zaryzykowałam i kupiłam 5 kompletów ubranek w rozmiarze 56, a resztę w większym. Kiedy usłyszałam, że mój "maluszek" urodził się mając 60 cm byłam przekonana, że te najmniejsze ubranka będą bezużyteczne, okazało się jednak, że wykorzystałam je w pierwszych 3 tygodniach, szału nie ma, ale i tak drugi raz postąpiłabym tak samo. W większym rozmiarze dziecko pływało. Oczywiście rozmiar rozmiarowi nie równy, zależy od firmy, jednak nawet optycznie najmniejsze ubranka zostały wykorzystane, dlatego jeśli nie przeraża Was wizja zakupu na tak krótki okres czasu, śmiało możecie zakupić przynajmniej częściowo ubranka w tym rozmiarze.

Co składa się na komplet ubranek dla niemowlaka?
Teraz to pytanie wydaje mi się błahe, jednak pamiętam moją panikę kiedy zorientowałam się, że nie mam pojęcia w jaki sposób ubiera się niemowlaka. Mnogość ubranek i ich nazwy wcale nie ułatwiały mi sprawy. Są śpiochy, półśpiochy, spodenki, pajacyki, kaftaniki, body z długim i z krótkim rękawkiem, koszulki, rampersy uff. Nie ma co się dziwić, że początkowo wpadamy w panikę. W skrócie body to koszulka zapinana w kroku, śpiochy to spodenki ze stopkami zapinane na ramionach, półśpiochy to spodenki ze stopkami, pajacyk to ubranko z rękawkami i nogawkami ze stopkami.
Zatem uporządkujmy, za 1 komplet ubranek należy przyjąć:

  1. body  + pajacyk;
  2. body  + śpioszki i ewentualnie kaftanik jeśli chcemy cieplej ubrać dziecko;
  3. body  + półśpioszki (+ ew. kaftanik);
  4. body/koszulka  + spodenki + skarpetki (+ew. kaftanik).
Body zakładamy na gołe ciałko. Długość rękawów zależy od pory roku, choć w pierwszych dniach oczywiście wskazane są bodziaki z długim rękawem. Większość mam preferuje body zamiast koszulek, gdyż fajnie przytrzymują pieluszkę, jest to jednak kwestia indywidualna. 
Powyższe zestawy należy traktować jako mocno przykładowe, teraz już wiem, że można to różnie modyfikować, jednak na pierwsze dni takie zestawy są wystarczające.

Body z długim rękawem

Pajacyk

Śpioszki


Czy kupić laktator od razu do szpitala?
Być może różne są zalecenia szpitali, u mnie jednak zakup laktatora przed porodem nie był konieczny. Myślę, że takie zakupy, które wiążą się z większymi wydatkami lepiej zostawić na później, a w razie czego ich zakup w dzisiejszych czasach nie jest problemem, w większych miastach są też poradnie laktacyjne w których można taki laktator wypożyczyć.

Jak i kiedy spakować się do szpitala?
Doradza się, aby torbę do szpitala mieć spakowana już miesiąc wcześniej i ja to zrobiłam, choć myślę, że wystarczy przynajmniej mieć już wszystko zakupione i przygotowane, ubranka wyprane i wyprasowane. Najwygodniej spakować osobno rzeczy swoje i dziecka. Dobrze kilka razy przejrzeć spakowana torbę, najlepiej w towarzystwie partnera, gdyż po porodzie to jego poproszą np. o ubranka dla dziecka, a w przypadku cięcia cesarskiego położne mogą pomagać nam wyciągnąć rzeczy z bagażu, wtedy dobrze, żebyśmy potrafiły szybko podać ich lokalizację :) Rzeczy dla dziecka mimo wszystko jest więcej dlatego spakowałam je do walizki, swoje rzeczy do mniejszej torby podróżnej. Wiem, że wydaje się to przesadą, ale wierzcie mi spakowanie pieluszek, rożka, ręcznika dla nas i dla dziecka, szlafroka itd. naprawdę potrzebuje sporo miejsca i myślę, że i następna torba nie byłaby pusta. Resztę rzeczy po prostu na bieżąco musi przynosić partner, a zabierać te, które już są niepotrzebne.

P.S. Jeśli macie jakieś dodatkowe pytania zapraszam do zadawania ich w komentarzach, niedługo druga część wpisu z listą zakupów.




piątek, 8 kwietnia 2016

Moje dziecko jest najpiękniejsze!

   
    9 miesięcy oczekiwania, któremu towarzyszą różne "atrakcje", później mniej lub bardziej męczący poród i wreszcie jest - nasze wymarzone, wyczekane, wymęczone no i oczywiście najpiękniejsze na świecie dziecko. Stara prawda mówi, że dla każdej mamy jej dziecko jest najpiękniejsze na świecie. Ok, może i tak, ale moje naprawdę jest najpiękniejsze - myślimy. Ja też tak myślę, ba, nawet jestem o tym przekonana, naprawdę! Wiedziałam niby już wcześniej, że każda mama tak ma, no ale myślałam sobie czasem: jest nieobiektywna, kocha najbardziej to i w jej oczach jest najpiękniejsze. Nie zrozumcie mnie źle, nigdy nie uważałam, że jest brzydkie, bo sama od zawsze jestem wielbicielką urody bobasków, po prostu uważałam zachwyt mam za przesadzony. Aż do czasu. Teraz ja pieje z zachwytu i jeszcze oczekuję tego od innych.Oczywiście inni mówią, że ładny, słodki itp.itd., ale czasem widzę, że moje zachwyty traktują tak ... jak ja kiedyś zachwyty innych mam. 
    Wiedziałam, że oszaleję na punkcie swojego dziecka, ale myślałam, że zachowam przy tym zdrowy rozsądek: nie będzie postów na fb, nie stanę się monotematyczna i nie będę wszystkich dookoła zanudzać wspaniałością mojego dziecka, ale cóż,  stało się! Robię zdjęcia po pięćset razy dziennie w każdej możliwej sytuacji i przesyłam je wszystkim, żeby mogli się również pozachwycać. Nie narzucam im tego, sami chcieli! No chyba, że chodziło im tylko o zdjęcie ze szpitala... Nie dookreślili w takim razie o jaką ilość zdjęć im chodziło ;) Ojj tam, mają - niech się cieszą, niecodziennie można oglądać takie śliczne dziecko! Na swoim fb wrzucam zdjęcia sporadycznie, ale żeby dać upust swojemu zachwytowi nad moim dzieckiem założyłam osobne konto na instagramie, czyli kto chce może obserwować, nikogo nie zmuszam, ale słowa zachwytu są mile widziane ;)
    Jaka jest więc prawda? Czy rzeczywiście zachwycamy się tak swoim dzieckiem tylko dlatego, że jesteśmy zaślepione miłością do niego? Trochę tak, ale prawda jest taka, że nikt inny NIGDY nie zobaczy  w nim takiego piękna jak my, bo po prostu nie patrzy naszymi oczami. Nikt nie może  przecież  w przeciągu kilku minut zobaczyć tych wszystkich najpiękniejszych min, tych grymasów, uśmiechów, spojrzeń. To tylko my mamy z zadziwiającą drobiazgowością jesteśmy w stanie z zamkniętymi oczami przywołać obraz naszego dziecka, jego rączek, uszek, kształtu usteczek, długości rzęs, każdego wałeczka na ciele itd. To może zrozumieć tylko druga mama.
    Dlatego od tej pory,gdy będę słyszała pianie z zachwytu jakiejś mamy nad swoim dzieckiem będę wiedziała, że mój obiektywizm nie ma tu nic do rzeczy, bo mama po prostu wie najlepiej!

P.S. Coś mi się wydaje, że moje dziecko będzie też najmądrzejsze! ;)

środa, 6 kwietnia 2016

Rady nie od parady, czyli macierzyństwo jako nauka dyplomacji i asertywności



To, że z macierzyństwem wiąże się lawina napływających zewsząd rad, wiedziałyśmy jeszcze zanim zostałyśmy mamami, a nawet jeszcze tego nie planując. Przecież od zawsze słyszało się historie o mamach, babciach, ciotkach, sąsiadkach itp. służących „dobrymi” radami i pouczających jak to było kiedyś, że to sprawdzone, że nic się dzieciom wtedy nie działo, a teraz to rodzice wymyślają etc. No wiedziałyśmy o tym. Odnoszę jednak wrażenie, że w obecnych czasach to nie grono doradcze w postaci „babci dobra rada” i innych wymienionych jest najgorsze, ale to, że źródeł informacji jest teraz o wiele więcej niż kiedyś. Zaczynając od szkoły rodzenia, położnych no i oczywiście na wszechwiedzącym internecie kończąc. I jak my jedne mamy wybrać tę właściwą drogę spośród tych wszystkich rad?!
Metody są dwie:
  • wybrać jedno ciało doradcze, któremu najbardziej ufasz i trzymać się jego rad;
  • czytać, słuchać, pytać jak najwięcej i na podstawie zebranych informacji, porad, wad i zalet polecanych metod, wybrać tę naszym zdaniem najodpowiedniejszą.
Druga opcja jest zdecydowanie bardziej czasochłonna i dostarcza zapewne więcej stresu, ale niektóre mamy (w tym ja) po prostu inaczej nie potrafią.

Bez względu jednak na wybraną opcje trzeba pamiętać o kilku zasadach:
  1. Nie zakładaj nigdy a priori, że źródło informacji jest w błędzie, nawet jeśli jest to wiecznie marudząca i mająca sama ze sobą problemy sąsiadka, wysłuchaj. Nikt nie każe Ci z tych rad skorzystać, ale kto wie, może akurat będą przydatne.
  2. Naucz się dyplomacji. Pamiętaj, że każdy doradca chce dobrze i kierują nimi dobre intencje. Każdy doradza jak może na podstawie swoich doświadczeń, a to, że każde dziecko jest inne to już inna sprawa. Jedna metoda zadziała na jedno dziecko, a dla dziesięciu następnych okaże się nieskuteczna. Dlatego warto przyjąć każdą uwagę i podziękować, ale grzecznie wytłumaczyć, że w Twoim wypadku to się nie sprawdza lub po prostu chcesz postąpić w inny sposób, ale jesteś wdzięczna za wskazówki.
  3. Naucz się asertywności. Co innego wysłuchać rady i podziękować, a co innego dać sobie narzucić sposób postępowania. To do Ciebie należy ostateczna decyzja i wszyscy powinni to zrozumieć i uszanować. To Twoje dziecko i masz prawo wychować je po swojemu, nawet jeśli inni uważają, że dla Ciebie i dziecka tak czy inaczej byłoby lepiej, łatwiej.
    Najlepszym przykładem jest oczywiście sposób karmienia. Myślę, że zdecydowana większość mam spotkała się z radami: karm piersią, bo to najlepsze co możesz dać dziecku albo wręcz przeciwnie: daj butelkę, bo inaczej będziesz umęczona. Rób jak uważasz, bo to Ty masz się z tym dobrze czuć. Co z tego, że dasz butelkę i będziesz „mniej umęczona” skoro będą zżerać Cię wyrzuty sumienia, że nie karmiłaś piersią i może dlatego dziecko załapało jakąś infekcję itp. albo wręcz przeciwnie karmić na siłę piersią i rzeczywiście czuć się tym tak zmęczona, że macierzyństwo stanie się udręką, a to na pewno odbije się na dziecku. Każda decyzja jest dobra, jeśli mamie jest z nią dobrze.
  4. Kieruj się rozsądkiem i pamiętaj: to Ty masz teraz INSTYNKT MACIERZYŃSKI. Tak, stary, dobry instynkt macierzyński. Wcale nie jest przereklamowany. Zaufaj mu. On na pewno nie pozwoli zrobić dziecku krzywdy.
Oczywiście to tylko teoria, w praktyce różnie bywa, także u mnie ;), a ja żadnym ekspertem nie jestem, wszak to dopiero początek mojej przygody w roli mamy... To tylko takie moje RADY ;) :)